po prostu:
Ubrałbym swój smutek w image Marlona Brando
i doprawił przekleństwem z pożądaniem,
uderzeniem kobiety, rozwodem, czymkolwiek.
I jeszcze
Odpocząłbym przy zniszczonej Warszawie albo
na slumsach w Wenecji.
Niech ktoś mnie okradnie, zastrzeli, cokolwiek.
Nadal niestety bywa albo jest to: smutek, bez wdzięku.
Zupełnie. Niewdzięczny, bez uroku. Taki zwykły.
Wiesz, czasami
chciałbym się trochę poobwiniać, pozdradzać.
pozabijać wyrzuty sumienia.
Takie tam,
tańczyć z diabłem i inne literackie banialuki.
A więc
bierz mnie diablico i porwij w salsę, opętaj
mnie fatalnością, czy innym udawaniem.
I rób to, za wszelką cenę mnie niszcz.
Perfumy i puder masz po to by wykańczać.
Zróbmy pierwszy krok, raz, dwa, raz, dwa.
Proszę o wykończenie, raz, dwa, raz, dwa.
Komentarze (1)